Ekhem...
Primo-chciałabym bardzo podziękować za wszystkie komentarze. To naprawdę miłe, gdy ktoś tak wychwala moje bazgroły... Dziękuje.
Secundo-postaram się wejść na każdy z podanych blogów, odpisać na wszystkie maile ale musicie dać mi trochę czasu (i pożyczyć coś, czym mogłabym znokautować braci nim dorwą się do komputera)
Tertio-jak widzicie zmieniłam szablon- mam nadzieję, że ten bardziej przypadnie Wam do gustu... A nowa notka pojawi się napóźniej w sobotę (ale z wiarygodnego źródła wiem, iż jest szansa bym opublikowała ją jutro)
Pozdrawiam!
Ayumi
2005-09-22 01:59:03 skomentuj (50)
Wieczór
Zamknięta w pokoju czytam książkę i popijając kakao (kolejny świetny sposób na chandrę) staram się odizolować od otaczającej mnie (i co tu kryć ponurej) rzeczywistości.
Jest wrzesień, słoneczna pogoda zmienia się coraz bardziej w duszącą pluchę a mojej szanownej rodzinie zebrało się na przeprowadzkę… A raczej coś pomiędzy nią a remontem. Otóż po kilku letnich bojach, udało się wykupić trzecie z kolei mieszkanie na naszym piętrze i (tu należy zamieścić odgłos fanfar) spółdzielnia, lub inna równie wredna instytucja pozwoliła na połączenie ich. Burzenie ścian już mamy za sobą, malowanie i tapetowanie też. Teraz rozpoczęła się faza trzecia- ta najgorsza. Meblowanie (co w przypadku naszego grona jest nader trudne, gdyż każdy uparcie pragnie postawić na swoim).
Dla niewtajemniczonych dodam, iż mieszkająca w owym „apartamencie” familia niejakiej Ayumi, składa się z:
-dwójki czterdziestoletnich rodziców, bardzo zresztą jak na swój wiek wyluzowanych,
-jednego dwudziestoletniego przystojniaka, który ściąga do domu tabuny czegoś, co od czasu do czasu okazuje się kobietami,
-jednego boskiego surfingowca, mającego lat siedemnaście (i uroczą dziewczynę imieniem Aśka, która praktycznie stała się członkiem rodziny),
-jednej szesnastolatki, o której zdanie wyrobicie sobie sami, zaglądając na owego bloga,
-jednego dziesięciolatka o skłonnościach nauczycielo- bójczych
-jednego, ważącego dziesięć kilo mutanta, którego żeńska głowa familii uporczywie nazywa kotem.
Do „nowej części” ma się przenieść najstarszy z potomstwa i by równowaga zapanowała, najmłodszy. Właściwie nie wiem, którego powinnam bardziej żałować.
Pozostali dzielą między siebie „stare włości”, tak, że ja wraz z moim starszym o rok bliźniakiem pozostaję w mieszkaniu nr. jeden a w dwójce będą egzystować nasi protoplaści. Łączenia zajmie salon, dwie łazienki i kuchnia…
Skomplikowane?
***
Jeśli już przyswoiliście sobie ostatnią cząstkę mego nieskładnego, nazwijmy to, tekstu, proponuję przejść dalej.
***
Około północy będąc już w mej skąpej, brudno różowej koszulce nocnej z, jakże skromnym napisem, „I’m beautiful”, puchatych, białych kapciach, ciepłym, tęczowym sweterku i ukochanych pasiastych skarpetkach (w kolorze wyżej wymienionej, wełnianej części odzieży), usiadłam w oknie spoglądając na o dziwo dość puste ulice Warszawy. Przyjemny, lekki wiatr zmierzwił mi pocieniowane, sięgające łopatek włosy, których kolor fryzjerki definiują jako ciemny blond, stojąca nieopodal latarnia rozjaśniała otaczające ciemności.
Poczułam zadziwiający spokój i radość… I właśnie wtedy do pokoju wpadła mama nakazując swej córce „zejść z tego okna i kłaść się spać. Bo jutro szkoła… A jak koniecznie chcę się przeziębić to ona proponuje zjeść pudło lodów na dworze. Bardziej przyjemne a efekt ma ten sam!”
Cóż… Postanowiłam jej nie oświecać, że już to zrobiłam i to w celach czysto „rekreacyjnych” jakby powiedział pewien chory matematyk uczący klasę IIIa (do której to uczęszczam).
Dobranoc.
Ayumi
2005-09-13 21:05:19 skomentuj (25)
Ja, park, lody i ludzie
"Siedzę i siedzę,
Myślę i myślę..."
I jem lody.
Cóż- życie jest ciężkie, a wanilia z toffi została publicznie uznana za najlepsze lekarstwo na problemy.
Mam plastikową łyżkę kupioną wraz z ogromnym pudłem owego wsapaniałego (acz niestety tuczącego) "dania", które siedząc na ławce w parku, pochłaniam. Ludzie patrzą na mnie wzrokiem pełnym przygany.
Jak tak można! Obrzerać się... I to w miejscu publicznym!
Przechodzą szybko, uważając mnie pewnie za jakąś bezdomną. W końcu obok mnie leży wypchany (książkami) plecak, nogi "zdobią" stare, czarne trampki, powycierane, sztruksowe spodnie,a na z lekka spraną bluzkę zarzuciłam prosty, brązowy żakiet.
Tylko zadbana twarz i ta modna fryzura nie pasuje do wizerunku.
Może to jakaś nadziana forsą dziewucha, która "chcąc zaznać prawdziwego smaku życia" uciekła spod kochającego skrzydła rodziny.
I znów pudło.
Bo ja ani nie jestem bezdomna, ani nadziana forsą. Jestem normalną szesnastolatką, która po dość ciężkim dniu w szkole postanowiła zapomnieć o wszystkim napychając się lodami. A że nie chcciało mi się zbytnio jechać do domu (jest przeprowadzka i wszędzie panuje bardzo nerwowa atmosfera)zatrzymałam się w pobliskim parku.
Oto cała historia tej dziwacznej dziewczyny, która właśnie wyrzuciła puste pudełko po lodach, założyła na jedno ramię plecak i ruszyła spokojnie w stronę najbliższej stacji metra.
Ayumi
2005-09-12 14:44:05 skomentuj (6)